widok na rzym nocą
Dzisiaj ostatni dzień zwiedzania miasta. Przed nami trzy najważniejsze papieskie bazyliki. Czwarta, Bazylika Św. Piotra w Watykanie była odwiedzona wczoraj.

Kierujemy się na stację metra Termini. Tam, wsiadamy do kolejki wiozącej nas za mury miasta, nad jedno z wielu zakoli Tybru, na stację Garbatella. Jedziemy do św. Pawła.

Wchodząc na plac przed bazyliką, przedstawia się wielka, szara bryła. Gdzieniegdzie w oknie przysiada gołąb. Obchodzimy świątynię dookoła, gdyż front znajduje się dokładnie na przeciwległym skrzydle. Kiedy skręcamy w lewo, wchodząc na dziedziniec bazyliki, jestem zachwycona od pierwszego spojrzenia. Witają mnie pojedyncze, smukłe palmy. Szybko przechodzimy obok kamiennych filarów, by znaleźć się wewnątrz bazyliki.

Zanim wejdę do środka, przystaję na moment przy drzwiach. Patrzę na wszystko, co przede mną. Powoli dociera do mnie, że prawdopodobnie będzie to moja najważniejsza bazylika w tym mieście. Jak dla mnie – jest DOSKONAŁA! Tak właśnie wyobrażałam sobie Świątynię Jerozolimską. Główna nawa oddzielona od bocznych filarami, płaskie sklepienie z niewiarygodnie precyzyjnym zdobieniem, przestrzeń surowa, lekka, ascetyczna, koncentrująca na sercu bazyliki.

Otrzymujemy od przewodnika kilka informacji na temat najważniejszych punktów tej świątyni, którymi są m.in. grób św. Pawła, łańcuch którym miał być spętany podczas aresztu. Obecnie przypisana jest ona kardynałowi Jamesowi Michaelowi Harvey, z USA.

Z dużą przykrością, szybko opuszczamy to miejsce (działa tutaj prawo grupy), i przemieszczamy się na Lateran, do św. Jana.

Zarządzającym tą bazyliką jest sam papież, obecnie Franciszek.

Wchodzimy wrotami, obok których, w ścianę wmurowane są inne jubileuszowe drzwi, otwierane przez poprzednich papieży, w tym w roku 2000 przez Jana Pawła II. Wnętrze bazyliki jest równie monumentalne, co u św. Piotra, jednak bardziej ascetyczne w formie i skromniej zdobione. W centrum znajduje się ołtarz papieski z baldachimem, a w prezbiterium papieski tron. Ponownie poddając się prawu grupy, udajemy się prędko do znajdującej się po lewej stronie kaplicy-sanktuarium „Świętych Schodów”.

According to an ancient Christian tradition, Saint Helena (†335), the mother of Constantine, had the stairs transported from Pontius Pilate’s palace in Jerusalem to Rome. It is believed that Jesus climbed these stairs several times the day he was sentenced to death, thus, they are known as the “Scala Pilati” or “Scala Sancta” (the Holy Stairs or Pilate’s Stairs)*.

Niestety, obecnie schody są w remoncie, więc nie możemy odbyć pielgrzymki ich traktem. Obok są drugie, „zastępcze”, które dla wiernych spełniają podobną rolę. Wchodzimy na moment do kaplicy obok. W jednym z przejść dostrzegam jeden z piękniejszych obrazów – Mater Dolorosa. Obraz przepełniony pasją, bólem.

Zbliża się czas obiadu, wracamy w okolice Santa Maria Maggiore. To trzeci punkt naszej dzisiejszej wędrówki. Odłączamy się od grupy, chcemy sami coś przeżyć tak długo, jak będzie nam to odpowiadać. Zwiedzamy bazylikę w swoim tempie. Jej wnętrze jest imponujące, piękne, pełne treści. Przed wizytą, nie czytałam nic na temat bazyliki, nie wiedziałam więc czego w niej szukać. Dlatego świetnym odkryciem (a oczywistością dla innych!), było spotkanie w jednej z naw „Matki Bożej Śnieżnej”, tej samej, co w wielkopolskim Żegocinie i innych miejscach naszego kraju. Ten wizerunek Matki Boskiej jest u nas bardzo popularny. Był to zaskakujący i miły dla mnie akcent.

W bazylice, znajduje się grób artysty, który prawdopodobnie projektował i zbudował jedną trzecią wystroju rzymskich świątyń. Więcej szczegółów biografii Berniniego zna Maciej, dlatego w wolnym czasie zapraszam go do skomentowania i uzupełnienia tego posta.

Po kolacji, idziemy jeszcze na szybki obchód miasta. Nasza najdłuższa trasa per pedes apostolorum, liczyła nieco ponad dwadzieścia kilometrów. Nie było jednak powodu, aby była ona krótsza – przecież zwiedzaliśmy Rzym, należało zajrzeć wszędzie, gdzie wiodła nas ciekawość.

Dotarliśmy m.in. do intrygującej w kształcie, choć niedostępnej o godz. 20:00 świątyni „S.Maria degli Angeli e dei Martiri”, czyli Bazyliki Matki Bożej Anielskiej i Męczenników. Źródła internetowe podają, że zbudowana została na ruinach term cesarza Dioklecjana, a architektem był sam Michał Anioł. Miał gość talent, bezsprzecznie! Wbudować kościół w ruiny? Wizjonerski plan. Obecnie, co ciekawe, główne drzwi do świątyni wykonane zostały zgodnie z projektem cenionego w świecie polskiego rzeźbiarza, Igora Mitoraja. Jego dzieło „Eros Bendato”, (obecnie) bardzo lubiane przez turystów i samych mieszczan, znajduje się obok ratusza na krakowskim rynku.

Skręcamy pięknie oświetlonym Piazza della Reppublica w lewo, w stronę Kwirynału, dochodzimy do Koloseum. Kilka dni wystarczy by czuć się jak rzymianin, wiedzieć mniej więcej gdzie się jest na mapie miasta, patrząc w architekturze miasta na znaczące punkty. Wchodzimy do parku na Via della Domus Aurea, zachwycamy się zapachem pini, podświetlonymi fragmentami ogrodu. W pewnym momencie, wchodzimy w zaułek pozbawiony lamp, co od razu generuje nieprzyjemne wrażenia, bo opatrznie wchodzimy w sam środek towarzyskiego spotkania afrykańskich imigrantów. Nie jest to miłe doświadczenie, jednak nie wykonujemy gwałtownych ruchów czy zwrotów akcji, po prostu przemierzamy plac w kierunku, jaki wybraliśmy, mając oczy „dookoła głowy”, czując się najgłupszym stworzeniem na ziemi – po co iść w najciemniejszy zaułek parku? Na skróty, które dla niejednego skończyły się dekapitacją? Czuję się zagrożona, nie podoba mi się ten stan.

W minorowych nastrojach wkraczamy na Via Merulana, mającą u finiszu doprowadzić nas pod nasze miejsce noclegu. Kierowani ciekawością cudnych dźwięków, wchodzimy do kościoła św. Anny na Lateranie. Słuchamy przez chwilę oprawy mszy konwentualnej zamieszkałych w klasztorze obok sióstr ze Zgromadzenia Córek św. Anny.

Wracamy na Via dell’Olmata, pakujemy swoje zabawki i idziemy spać.

 

 

*za: http://www.scala-santa.com/en/holy-stairs-en-gb.html

Share: