DSC01078
Travel writing: możliwości publikacji

Travel writing: możliwości publikacji

Kamila Kielar . Posted in Aktualności, Główna, Slider, Travel writing 5213 Brak komentarzy

Zacznę dziś od trzęsienia ziemi, jak u Hitchcocka. Publikować każdy może, ale nie każdy powinien. Jeszcze raz: nie każdy powinien. Samokrytycyzm i spojrzenie na siebie krytycznym okiem na początku oszczędza w przyszłości wiele wstydu.

Ale, ale. Skoro już wiemy, że potrafimy pisać i chcemy publikować i być profesjonalni, trzeba zatem rozważyć możliwości – dość szybko się one zmieniają, dość szybko jedne tracą na wartości, inne zyskują, jeszcze szybciej zmieniają się preferencje czytelników. Poniżej podsumowanie zawierające obecne trendy. Temat absolutnie nie jest jednak wyczerpany, będziemy do niego wracać, obiecuję.

1)      Blog. Oczywiście nie trzeba ani nikomu tłumaczyć na czym polega blogowanie, ani jak się do tego zabrać (zwłaszcza, że to bywa tematem naszych webinairów). Warto zatem podkreślić, że dzisiejsze blogi to nie tylko pamiętniki, z tą jedynie różnicą, że w internecie. Dziś znaczą one zdecydowanie więcej, są marką, którą warto się chwalić, tubą marketingową oraz portfolio w jednym. Co oznacza że warto włożyć w niego wiele wysiłku, jeśli naprawdę chcemy, żeby był on miejscem w pełni profesjonalnym, bo może przynieść nam sporo korzyści. Chcemy czy nie, nastał czas blogerów. Warto z tego korzystać.

2)      Internet. W sieci jest sporo serwisów podróżniczych, które powstają w dużej ilości (uwaga, niektóre z nich równie szybko znikają!). Wiele z nich chętnie zgodzi się na publikowanie tekstów, to często jest też początkowa niezła weryfikacja tego, czy nasze umiejętności pisarskie nadają się do szerszych publikacji. Sporo z nich na pewno znacie, ale jest ich dużo więcej, niż się może wydawać. Wady: najprawdopodobniej na tym nie zarobicie (ale przecież robimy to z pasji, czyż nie? ;)) oraz trzeba mieć twardą dupę psychikę do czytania komentarzy.

3)      Gazety. Zanim wystartujecie do największych gazet w kraju (i nie doczekacie się odpowiedzi), lepiej uderzyć w temat pewniejszy, czyli gazety lokalne. Praktycznie każda gazeta (a jej wydanie weekendowe zwłaszcza) ma dział „podróże” – i to zarówno rubryki dla profesjonalistów, jak i amatorów. Do lokalnej redakcji można ponadto zawsze przejść się osobiście, a nic tak nie zwiększy Waszych szans, jak rozmowa z wydawcą twarzą w twarz zamiast maila, którego jednym kliknięciem można posłać do spamu. Nie zapominajcie o bezpłatnych gazetach rozdawanych na przystankach!

4)      Gazetki. Gazetka od gazety w tym zestawieniu nie różni się jedynie literą. Chodzi o wszystkie publikacje pisane na zamówienie, a niekonieczne związane z naszymi podróżniczymi przeżyciami. Czyli zawsze będą potrzebni ludzie do opisu produktów podróżniczych, do katalogów biur podróży oraz ulotek reklamowych miejsc czy atrakcji w danym miejscu. Nikt tam nie wspomni Waszego nazwiska, ale kasa będzie na kolejną podróż, z której można przywieźć fajny reportaż.

5)      Magazyny podróżnicze. To już poważniejsza sprawa i – co tu kryć – dużo bardziej imponująca. Już sam wygląd magazynów nam to zapewnia – świetny papier, dobra jakoś druku, ładne zdjęcia budzą pozytywne skojarzenia (wciąż, nawet jeśli ikony magazynów podróżniczych, a konkretnie ich polskie wersje, schodzą już nawet nie na psy, tylko to składu makulatury. Spokojnie, dzięki Bogu są jeszcze „Kontynenty”). Jeśli naprawdę chcemy żyć z pisania o podróżach, to bez publikacji w magazynach (i nie chodzi tylko o pieniądze), żyć ciężko. To już marka, jeśli nie wydawnictwa, to przynajmniej nasza.

6)      Książki. No i w końcu są, wydawałoby się, że kwintesencja, marzenie i cel każdego piszącego o podróżach. Stop, wracamy do pierwszego akapitu tego artykułu. To, że się wyruszyło na miesiąc (a nawet, olaboga, na trzy miesiące!) w podróż nie znaczy, że jest to warte opisania. To, że piłeś wódkę z Rosjanami, że pojechałeś autostopem w miejsce na końcu świata czy nawet że spałeś w porcie nie oznacza, że jest to materiał na książkę, a już na pewno nie oznacza, że nie pisali o tym inni. To materiał na fajnego, zabawnego bloga lub świetny artykuł. Na rynku w tej chwili jest strasznie dużo literatury podróżniczej, która nie niesie ze sobą żadnej wartości – nie ma w niej głębszych wniosków, nie ma przemyśleń, nie ma niczego innowacyjnego, po prostu opisy kolejnych dni, zazwyczaj nijakie językowo i bez pomysłu na całość, często po prostu skopiowane blogi. Dzieje się tak dlatego, że książkę dziś wydać jest szalenie łatwo, a nawet jeśli żaden wydawca nam się na to nie godzi, można to zrobić samemu.

Uprzedzając komentarze – jestem ostatnią osobą, która by namawiała do tego, żeby nie wydawać książek. Po prostu jestem przeciwko wydawaniu czegokolwiek dla samej jeno sztuki. Uważam, że lepiej poczekać, odbyć jeszcze kilka podróży, znaleźć jakiś niebanalny temat, którego nie było i wydać zbiór reportaży, które dużo prędzej mogą zostać zauważone i docenione. Również przez krytyków. Czego Wam życzę najbardziej.

Książkę jaką chcemy wydać, po prostu trzeba bardzo dokładnie przemyśleć, mieć na nią pomysł, wiedzieć, co ma ona przekazać i dlaczego ma być ważna dla czytelnika. Co ją odróżni od setek innych, podobnych, nijakich. Jaka ma być jej konstrukcja, mocne akcenty i punkty zwrotne, jaka chronologia, stylistyka, jakie zabawy słowem i zagrania konwencją. Jaki prolog, epilog, konkluzje, ile zdjęć, map, grafik. Jaki tytuł, jakie sekcje, ile rozdziałów. To za mało tylko nafaszerować treścią jej strony. Jeśli o swojej przyszłej książce już wiecie to wszystko, to wynocha z internetu i zabierać się za pisanie!

Zadanie domowe na dziś: książki Mariusza Wilka.

Uncaught exception: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12)